|
Wycieczka rowerowa 30 sierpnia 2002 Zielona Góra
Pewnego wakacyjnego dnia zaprosiłam moją kumpele-Olę do siebie
na noc. Popołudniu pojechalyś my na rowerach do miasta by pochodzić
po sklepach. Wracając z zakupów natrsfiłyśmy na koleżankę z klasy.
Daria cała heppy zabrała swój rower i pojechała z nami. Pojechałyśmy
na nową drogę rowerową, która jak się później okazało prowadziła
przez las.Wycieczka prawie, by się udała gdyby nie to, że wybierając
złą drogę zgóbiłyśmy sie w lesie. To kręcenie się w kółko po niezliczonych
dróżkach i ścieżkach, powoli zaczęło mnie dobijać. Postanowiłam
objąć prowadzenie i wyprowadzić nas z tej ''pułapki'' na rowerzystów.
Pędząc naprzód przez las powoli zaczęłyśmy zbliżać się do jakiejś
drogi, która miała nas wyprowadzić z lasu. W pewnej chwili zauważyłam,
że przed nami PŁYNIE STRUMIEŃ!!! Dawałam w hamulce ile wlezie
i w ostateczności znalazłam się tuż nad urwiskiem liczącym z dwa
metry. Ola wykonała ten sam manewr i zatrzymała się tuż obok mnie.
To co sie udało mnie i Oli nie wyszło Darii, która zanim się zoriętowałam
stała już po pas w wodzie. Wyciągnełyśmy ją z wody i wyjechałyśmy
szybko na drogę prowadzącą do jej domu. Odprowadziłyśmy kawałek
mokrą koleżankę. Po chwili gdy się zawróciłyśmy, bo zaczynało
kropić, pękałysmy ze śmiechu. Nie zauważyłyśmy, że deszczyk powoli
zamieniał sie w wichórę z gradobiciem, która zastała nas w połowie
drogi. Odrazu przestałam się smiać i zaczęłam pędzić w stronę
domu, ktory był o dobre trzy kilometry dalej. Ola nie nadążała
za mną, więc musiałam zahamować. Przez przypadek nacisnęłam hamulec
od przedniego koła i przefikołkowałam przez kierownicę prosto
w kałużę błota. Podnosząc się wolno obłocona i poździerana dostałam
na dodatek upadającym rowerem w głowe. Przymiażdżył mnię, a ja
nie miałam juz siły się podnieść. Jedyną nadzieją była Ola, która
jakoś długo nie przyjeżdrzała. Grad bił w twarz oslepiając mnie,
aż w końcu zdjął ze mnie rower jakiś Chłopak (!),koło którego
stała Ola wypaśtana tak jak ja. Okazało się, że zderzyli się na
zakręcie. Całe szczęście, że grad przestał padać... Pojechaliśmy
razem do mnie żebym z Olą się przebrała, a potem z powrotem w
miasto... Na lody;)
|