Wakacyjna przygoda Katarzyny Gralczyk 15lat

katarzynagralczyk@wp.pl

Wieczór, 21 lipca.
To było niezwykłe, kiedy słońce powoli chowało się za horyzont i rzucało na fale ciemnoczerwone błyski. Siedzieliśmy na kocu, przytuleni do siebie i liczyliśmy łabędzie kołyszące się na wodzie. Zabawne, nie pamiętam ile ich było, ale pamiętam Jego pełen czułości dotyk. Pamiętam co wtedy do mnie mówił, a właściwie szeptał. Szeptał mi baśń o miłości. Jej główna bohaterka miała na imię tak samo jak ja. Na koc przywędrowała biedronka. Gdy powoli przesuwała się ku mojej ręce, On swoją przesuwał po moim karku. Po chwili biedronka odleciała. Uniosłam głowę, kiedy zaprzestał swej pieszczoty. Myślałam, że coś się stało, ale On po prostu przysunął się bliżej mnie, żeby mi szepnąć na ucho, że mnie kocha. Mówił mi to już przedtem, ale teraz zabrzmiało inaczej. Każde słowo wypowiedziane wtedy na plaży było takie niecodzienne jakbym słyszała je po raz pierwszy. Przytulił mnie mocniej i spytał, czy zmarzłam, ale pokręciłam głową, przecież dobrze wiedział, że nie drżę z zimna. Znów oparłam głowę o Niego i przymknęłam oczy. Mówiłam Mu, że kocham, a On całował mnie sprawiając, że szybowałam nad plażą. Po chwili opadłam, prosto w Jego ramiona, tuliłam się do Niego z całych sił, jakbym się obawiała, że mi się wymknie i odfrunie jak ta biedronka. Ale nie - On nadal był i nadal mnie kochał, tulił. Brał moją twarz w swoje dłonie, ja przymykałam oczy - całował mnie. Powiał chłodny wiatr znad morza, otworzyłam oczy. Był? Nie było Go? Boże, nie było Go?! Zdrzemnęłam się na kocu i zmarzłam, a On ... Nie było Go ... Tylko Go sobie wyśniłam. Od tamtej pory bardzo często wspominam ten wieczór. Ciągle się łudzę, że to działo się naprawdę.
Mam nadzieję iż nigdy nie zapomnę tej "pierwszej miłości".