|
Zeszłoroczne wakacje zapowiadały się naprawdę ciekawie, najpierw
dwa tygodnie na obozie w Bieszczadach, potem tydzień, może troszkę
dłużej nad naszym pięknym, polskim Bałtykiem. Na bozie było naprawdę
super, ale to na urlopie, który spędziłam z moimi rodzicami poznałam
tego chłopaka. Kiedy pierwszy raz go zobaczyłam myślałam, że jest
jakimś księciem bajki, piękne ciemne oczy pożerały wzrokiem każdy
kawałek nagiego ciała, dziewcząt, które paradowały po plaży w
skąpych strojach, Nie byłam zazdrosna, że to właśnie na nie patrzy,
doskonale wiedziałam, że mogę o nim tylko pomarzyć. Następnego
dnia, gdy wraz z kuzynką opalałyśmy się na plaży, Aga dostrzegła
w tłumie plażowiczów tego chłopaka, tym razem patrzał na nas!
Nie mogłam w to uwierzyć, ten cud natury zwrócił uwagę na takie
dwie szare myszki! Podszedł i zaczął rozmowę z nami. Okazał się
świetnym rozmówcą, a co najważniejsze, był niezwykle inteligentny
w przeciwieństwie do tych innych facetów, którzy biegali tylko
za dziewczynami, które miały jedynie nienaganną figurę i nic poza
tym. Zakochałam się! Marcin, bo tak miał ma imię był po prostu
ideałem mężczyzny, spędzałam z nim każdą wolną chwilę i nie dla
tego, żeby korzystać, gdyż później rozstaniemy się i zostaną nam
tylko wspomnienia, Marcin mieszkał dwadzieścia kilometrów od mojego
rodzinnego miasta! Byłam pewna, że byliśmy sobie przeznaczeni.
Dni mijały, te niecałe dwa tygodnie zleciało tak szybko. Doskonale
pamiętam nasz ostatni wspólny wieczór na plaży w Ustce. Siedzieliśmy
wtuleni w siebie patrząc jak pomarańczowe słońce tonie gdzieś
za horyzontem. Całował mnie szeptają czułe słówka, było mi w tedy
tak dobrze, chyba jak nigdy w życiu. Wróciłam do domu, Marcin
odwiedzał mnie bardzo często, jako iż miał swój samochód i prawo
jazdy. Nasz związek był po prostu idealny żadnych kłótni, czy
nawet sprzeczek. Ja kochałam jego, on mnie.. Tego dnia, kiedy
to się zdarzyło, padał deszcz, zupełnie tak, jakby niebo wiedziało,
co się ma zdarzyć. Marcin jechał do domu, mokrą i śliską ulicą,
widoczność nie była zbyt dobra i to, dlatego tamten kierowca nie
widział czerwonego punto Marcina, uderzył w niego od strony kierowcy,
mój chłopak nie miał żadnych szans. W tamtej chwili, stałam przy
oknie patrząc jak ludzie sunął po ulicach pod parasolami chowając
się przed deszczem. Serce ścisnęło mi się z żalu, choć jeszcze
o niczym nie wiedziałam, czułam, że stało się coś naprawdę niedobrego.
Na następne wakacje pojechałam znów do Ustki, tym razem z przyjaciółką.
Odwiedziłam chyba wszystkie miejsca, w których byłam zeszłego
lata właśnie z Marcinem. Czas spędzony z nim były czymś więcej
niż tylko ulotnymi chwilami szczęścia, kto wie może gdyby nie
ta tragedia, kiedyś w niedalekiej przyszłości wzięlibyśmy ślub.Jednak
teraz jest to tylko możliwe w mojej głowie.Kiedyś znów będę z
nim.
|