inne opowiadania 1 | 2 | 3 | 4
| 5

Opowiadanie w kilku rozdziałach napisała Monika

Rozdział 1
"Gdzieś, w środku miasta..."

-Nie, nie... Nie mogę tego powiedzieć, nie zmusisz mnie. Nie!-protestowała Karolina.
-Proszę, przecież Sandra się nie obrazi. Ja nikomu innemu nie powiem! Obiecuję...-prosił Patryk, szesnastoletni brat Karoli.
-Gdzie ona schowała mój ulubiony T-Shirt?! Powiedz, bo tego pożałujesz.
-Nie strasz mnie. A tak w ogóle, to wyjdź z mojego pokoju, musze wysłać SMSa do Daniela.
Z pewnością na niego czeka...
-Siostrzyczko, wiesz co? Chciałbym ci wierzyć, ale nie mogę. Po pierwsze-jestesmy rodzeństwem, czyli jesteśmy narażeni na kłótnie i kłamstwa. Po drugie... Daniel nie ma telefonu komórkowego!-Patryk uśmiechnął się diabelsko i wyszedł z pokoju Karoliny. Zdenerwowana na brata spojrzała w lustro. -Widzisz dziewczyno. Tym razem twój okropny brat wygrał z tobą bitwę. Ale wojna jeszcze nie zakończona.-mówiła sama do siebie. Odgarnęła swoje brązowe włosy i spojrzała dokładnie na siebie. Zobaczyła niegrubą, wysoką dziewczynę o ciemnej cerze, półdługich włosach i zadartym nosie. Gwałtownie obróciła się w stronę okna, aby zobaczyć, co dzieje sie na farmie, gdzie mieszkała od urodzenia.
Zobaczyła to, co dla innych było niecodziennym krajobrazem, a dla niej czymś normalnym. Widziała rzekę, las i góry. Widziała także gromade zwierząt, jakie chodowała rodzina Górów. Karolina nie chciała już mieszkać w tym miejscu, gdzie nie było dostępu do cywilizacji, skąd wszędzie trzeba było dojezdżać. Cieszyła się jednak, że ma przyjaciół, którzy oddali by wszystkie tygodniówki, z całego roku, za to, aby wyprowadzić się z miasta. Karola otworzyła na oścież okno, oparła się i zaczęła myśleć o tym, co zwykle zaprzątywało jej głowę.
Były to zwierzęta, gdyż dziewczyna kochała każde, małe i duże stworzenie.
Ale jej rozmyślania przerwał jakiś głos.
-Karolciu, jadę do miasta! Możesz zabrać się ze mną!-krzyknął Kuba Góra, jej tata.
Karolina bez dwóch zdań się zgodziła. Korzystała z każdej okazji, aby uciec z tego odludzia, na którym przystało jej żyć. Psiknęła się ulubionym perfumem i w mgnieniu oka wybiegła na dwór. Już siedziała w samochodzie i czekała na to, żeby zobaczyć pierwszy supermarket... Gośka, w związki ze zbliżającymi się świętami, pisała listy do Świętego Mikołaja.
-Przecież on nie istnieje!-naśmiewał się z niej brat.
-A może istnieje. Ja w niego wierzę. Co roku przynosi nam prezenty! I wszystkim innym też.-kłóciła się z Danielem.
-Gdyby istniał, nadal mielibyśmy rodziców! -Jak to? To przez Mikołaja?-zapytała. -Dziewczyno, nie rozśmieszaj mnie! Ee... To ty nie znasz przyczyn śmierci rodziców?
Sorry...-tłumaczył się zakłopotany Daniel, który nigdy wcześniej nie rozmawiał z Goską na temat mamy i taty. Ich rodzice zmarli podczas pożaru, gdy Daniel z Gośką byli małymi dziećmi.
-Opowiedz jak to było... Ja też chce wiedzieć...-prosiła Gosia, która miała nadzieję, że dowie się gdzie się podziali jej rodzice. Daniel jednak nie chciał o tym mówić, bo zawsze przypominał sobie śmierć najbliższych mu osób-rodziców. Sądził także, że dziewięć lat to niewystarczająco, aby wiedziec o takich sprawach... Sandra usłyszała pukanie do drzwi.
-Kto tam?-powiedziała jakby od niechcenia.
-To ja, Karolina.-w tej chwili otworzyły się drzwi, a do mieszkania Sandry wleciała zmęczona Karola. Błyszczały jej brązowe oczy i spocone czoło.
-Gdzie sie tak spieszyłaś?-zapytała Sandra, której humor nieco się poprawił.
-Nie uwieżysz, kogo spotkałam! No, zgaduj!-powiedziała rozentuziazmowana dziewczyna. -No nie wiem... Nie mam ochoty na zgadywanki, nie mam humoru... Ale dobra. Pewnie jakiegoś sławnego aktora...
-No coś ty... Nie cieszyłabym się z powodu jakiegos chłystka, który gra w filmach. Spotkałam najpopularniejszego na świecie hodowcę pytonów!
-E tam. Ja mam gorszy dzień... Opowiem Ci dokładnie... Otóż, dzisiaj, w środku miasta, wsiadłam do autobusu...

Rozdział 2
"Gdzie się podziałaś?"

-I co było dalej?-dopytywała się Karolina, co było do niecierpliwej dziewczyny podobne.
-Nie przerywaj mi. Opowiem ci, nawet ze szczegółami. Ale słuchaj...
-OK, mów.
-Jak wracałam ze szkoły, to wsiadłam do autobusu.
-Zawsze wsiadasz. To było baaaardzo normalne.
-Nie przerywaj jeśli chcesz wiedzieć!-zirytowała się Sandra, ale po chwili-przeszło jej.
-To jak wsiadłam do tego autobusu, zorientowałam się, że nie ma w nim wolnych miejsc. Dlatego stanęłam z tyłu, tam gdzie było najmniej osób, bo wiesz, że nie lubie tłoku. I znów zrobiło mi się niedobrze. Chyba musze wracać do domu na pieszo. Dlatego wysiadłam na najbliższym przystanku. Kiedy wylądowałam w domu, zauważyłam, że nie mam legitymacji. Wyleciala mi po drodze...-opowiadała Sandra.
-Co ty teraz zrobisz? Chyba nie zaczniesz szukać jej po wszystkich autobusach...
-zastanawiała się Karola.
-Mogę ci pomóc, wezmę psa i on ją znajdzie.-proponowała, ale bez skutku. Sandra tylko obróciła się w strone okna i spojrzała na orientalny sklep zaprzyjaźnionego staruszka.
Bywała tam codziennie po szkole. Podobały jej się orientalne gadżety i tak dalej...
"Trzeba żyć dalej." pomyslała sobie Sandra. Nagle do domu weszła jej ciotka, Nina.
-Cześc dziewczyny, co porabiacie?-zapytała radośnie.
-Nic szczególnego, ja właściwie juz wychodzę. Pa, do zobaczenia jutro w szkole.
Do widzenia!-odrzekła Karola i wybiegła z mieszkania.
-Sandra, masz tu paczkę z Portugalii. Pewnie rodzice coś ci przysłali.-Nina położyła na stole...
-Od kogo to?-zapytała dziewczyna. -Nie wiem, rozpakuj!
CDN




e-mail monikadaw_mail@wp.pl
INDEX |  KSIĘGA GOŚCI | MIŁOŚĆ | NASTOLATKI | PRZYJACIÓŁ | PAMIĘTNIK | ULUBIONE | WALENTYNKI

WASZE WAKACYJNE OPOWIADANIA